Kontakt przez gg:

  1413344
Menu

  Główna

  Pocztówkarnia

  Fotki Anioła

  Wakacje 2006

  Wyjazdy 2007

  Wyjazdy 2008

  Wyjazdy 2009

  Wyjazdy 2010

  Jest sympatycznie

  Ciągotki do marchewki

  Ślub

  Muzyka

  Działaj sam...

  Skarga

  Pasażer

  Eden

  Obrazki

  Naga walka

   Księga gości

 Kontakt



                            Pasażer nr 15

Te teksty to moje felietony/kolumny do punkowo-hardcore'owego pisma "Pasażer".


|  Pasażer 15  |  Pasażer 16  |  Pasażer 17  |  Pasażer 18  | 

 |  Pasażer 19  |  Pasażer 20  |  Pasażer 21  |  Pasażer 22  | 


Kłania się Jego Niebiańskość Aniolasty. Z racji tego, że mój zin nie bardzo ma czas się robić, a Bezkoc zaproponował kolumnę w "Pasażerze", postaram się napisać o paru sprawach, co do których już od dawna mnie ręka świerzbiła. Pierwsza i najważniejsza rzecz: debilizm w scenie jest straszliwy. Jako wydawca/dystrybutor mam okazję stykać się z takimi rzeczami, o których nie śniło się filozofom. Klasyczny przykład to koleś, który pewnego dnia przysyła kopertę po katalog, a już dzień czy dwa później znowu listownie prosi o to samo. I wątpię, by chodziło tu o sklerozę - ostatecznie miałem dwa listy kolesia i przekaz z zamówieniem i okazało się, że na każdym z nich jest podany inny numer domu! Nie wiem, jaki trzeba mieć iloraz inteligencji, by nie potrafić poprawnie podać swojego adresu, ale nie będzie to dużo ponad zero. Inną próbką głupoty jest historia, gdy na koncercie podchodzi chłopak i widząc kasetę Oi Polloi kupuje ją. Za parę minut jednak wraca i jeszcze raz kupuje taką samą kasetę - myślałem, że komuś znajomemu, na prezent czy co, a tu za chwilę chłopak znowu się pojawia i pyta, czy nie przyjmę z powrotem kasety, bo on już taką ma. Na pijanego czy naćpanego nie wyglądał, więc pewnie kolejny debil. Najświeższa przygoda to koleś, który biorąc reklamówkę sklepu firmowego Stradoomowców pytał, gdzie jest ten Rzeszów i czy to daleko, a jaj sobie nie robił. Takich historii mógłbym opisać wam więcej, część pewnie byłaby śmieszna, ale chyba szkoda na to miejsca. Wspomnieć jeszcze mogę o załogancie tak pijanym, że po kupieniu epki Fate próbował ją zgiąć na pół, by mu się zmieściła do kieszeni bojówek, a nie wynikało to chyba z nieznajomości płyt winylowych, bo po co by kupował coś, o czym nie ma zielonego pojęcia.

Inne oznaki debilizmu zauważam przy okazji zbierania podpisów pod wszelkiego rodzaju petycjami. W Zielonej Górze jeden aktywny tamtejszy działacz podpisał się na tej samej kartce petycji dwa razy. Ale, pewnie dla urozmaicenia, raz podał swój numer dowodu osobistego, powtórnie zaś tego nie uczynił. Członek pewnego znanego zespołu anarchopunkowego dał wyraz swej inteligencji i zaangażowania w ogólnopolską akcję obrony przyrody i zamiast złożyć swą parafkę podpisał się nazwą swej kapeli. Zapewne był to jego protest przeciw dawaniu autografów, śmiem jednak wątpić, czy osoby otrzymujące tę petycję uznają za ważne poparcie wyrażone w ten sposób. Zresztą, podpisy trafiają się różne: kwiatki, krzyżyki i inne cuda. Ale nagminne jest wpisywanie w rubryce "adres" tylko ulicy, bez podawania miejscowości- może u scenersów panuje przekonanie, że UOP i tak ma nas wszystkich w kartotekach i nie będzie dla nich żadnym problemem znalezienie brakujących danych? Co by jednak nie pisać, to wśród załogantów znajomość przysługujących praw jest coraz lepsza; oto ostatnio jakaś panna podpisując petycję nie podała swego adresu, a jedynie informację "zastrzeżony"- wszak mamy teraz czasy ochrony danych osobowych! A innym razem organizator koncertu wspomniał ze sceny o wyłożonych koło distro petycjach i już za moment nadbiegła pijana załoga jabol punków, bijąc i roztrącając stojących wokół i przewracając oraz strącając część kaset, no bo przecież oni koniecznie już teraz muszą podpisać deklarację.

Na ostatnim zaliczonym koncercie oferowałem koszulki i naszywki z motywem "ekopunk" i jakiś młotek z irokezem zaczął się czepiać tego wzoru, bo niby co punk ma wspólnego z ekologią (inna sprawa, że jakoś nie mógł na mnie zauważyć naszywki "Anarchist Black Cross", a tylko widział długie włosy i czarne ciuchy, w związku z czym dopytywał się, czy mam też inne kasety niż death metalowe). Hm, no to co punk ma wspólnego z jabolem czy inną madziongą? Ale wspomniałem o tym, by zacząć inny temat. Daje się zauważyć odejście od wegetarianizmu. Nie chodzi mi tu o ilość publikacji na ten temat w zinach, ale o podejście ludzi. Członkowie znanej kapeli na nowo pożywiają się mięsem, aktywni działacze to samo, nastoletnie wegetarianki są wykpiwane za noszenie naszywek ze zwierzątkami (wolę to, niż miałyby mieć wszechobecny ostatnio zielony liść)... Ewenementem jest tu pewna punkowa kapela, która co prawda nigdy za wegetariańską się nie uważała, ale mogłaby jadać gdzie indziej niż w McDonald's. Dobijają mnie niby wegetarianie, którzy bez żadnych zahamowań wcinają żółty ser (podpuszczka), gumożelki (żelatyna) czy zupy na kościach (ale przecież bez mięsa!) albo kupują kosmetyki testowane na zwierzętach. Nie ma się potem co dziwić, że różni ludzie słysząc o wegetarianizmie pytają: "A jesz ryby i kurczaki?" i trzeba im odpowiadać, że nie je się żadnych zwierząt. Pewien baghta opowiadał mi historię o dalajlamie lecącym samolotem. Gdy zaproponowano mu posiłek, spytano, czy ma być wegetariański, czy mięsny. Dalajlama zażyczył sobie mięsny i wtedy ktoś go zapytał, czy aby buddyści nie są wegetarianami? "Ale ja nie jestem ścisłym buddystą" odparł ze śmiechem dalajlama. Widzicie, świat staje na głowie, ale punkowcy chyba dalej powinni nosić koszulki z anarchistycznym przesłaniem i innymi symbolami walki ze złem. Ale zauważam też pozytywne symptomy. Na wspomnianym wcześniej koncercie pewien normalnie wyglądający facet zakupił antymcdonald'sową koszulkę oraz naszywkę z kodem kreskowym i napisem "demokracja" i oświadczył mi, że jest radnym i na najbliższą sesję pójdzie właśnie z tą przyszytą naszywką. Albo taka historia: jesteśmy na wczasach organizowanych przez "Wegetariański Świat", a tam kobieta w wieku mojej babci mówi, jaki to nabiał jest szkodliwy dla zdrowia i ona ze swoim mężem nie tykają nic mięsnego. Polecam zresztą lekturę gazet typu "Tina" itp., bo tam często jako ciekawostkę podają, którzy znani Polacy są wegetarianami. Np. taki Jerzy Stuhr. I dowartościować się można, i użyć tego jako argumentu w rozmowie z mięsożercami, którzy już cię widzą, jak umierasz na anemię. Nie polecam zdradzać się z wegetarianizmem u lekarza, bo wtedy prawie pewne, że stwierdzi on, iż wszelkie wasze problemy zdrowotne są spowodowane brakiem w diecie mięsa. Ale mały szok przeżył mój kolega, który uwielbia przyznać się u lekarza, że jest wegetarianinem i kłócić się, jakie to zdrowe odżywianie- podczas ostatniej wizyty podpuścił medyka, a ten, że spoko, bo on też nie rusza mięcha. A czy wiecie, że w Wielkiej Brytanii w TV są emitowane reklamówki wegetarianizmu? Mam nawet taką nagraną (z polskiego programu "Kamel tropi najlepsze reklamy"- świetne filmiki można tam zobaczyć), to majstersztyk sztuki filmowej, a i fajne aluzje do seksu. No, ale ostatnio w "Pasażerze" przeczytałem, że "seks jest dobry, ale punk lepszy!", więc tę co nieco punkową kolumnę dla was popełniłem.

Anioł

Copyright © Mój EDEN 2010. Design by http://www.gnext.vze.com