Kontakt przez gg:

  1413344
Menu

  Główna

  Pocztówkarnia

  Fotki Anioła

  Wakacje 2006

  Wyjazdy 2007

  Wyjazdy 2008

  Wyjazdy 2009

  Wyjazdy 2010

  Jest sympatycznie

  Ciągotki do marchewki

  Ślub

  Muzyka

  Działaj sam...

  Skarga

  Pasażer

  Eden

  Obrazki

  Naga walka

   Księga gości

 Kontakt



                            Ślub

To zdarzenie to już tylko historia, ten związek na szczęście się zakończył.

Jednak sam ślub był taki, jaki chciałem i dlatego jego opis wciąż jest na mojej stronie.


artykuł z: "Inny Świat" nr 11 (2/1999)


W 11 numerze "Pasażera" obok tytułu "Z życia polskich punków" można było ujrzeć fotkę ślubną Dósioła z połowicą, w strojach klasycznych jak na taką okazję. Skłoniło to nas do podzielenia się z bracią punkową opisem naszych zaślubin, wyglądających cokolwiek inaczej, którym towarzyszyły komiczne sytuacje.

Pewnego lata postanowiliśmy przysiąc sobie to i owo, a z różnych powodów chcieliśmy to potwierdzić urzędowym papierem. Wybraliśmy się więc do Urzędu Stanu Cywilnego i oznajmiliśmy, że chcemy wziąć ślub, i to jak najszybciej. Biuralista przystąpił do swoich czynności, zadając wiele pytań. Na kwestię "Jakie będą państwo nosić nazwisko po ślubie?" odpowiedzieliśmy, że panieńskie panny młodej (to jest dopiero feminizm, a nie jakieś cuda w postaci podwójnego nazwiska - Anioł). Później zapytał, czy życzymy sobie na ślubie muzykę (nie), fotografa (nie) i szampana (nie; ciekawe, czy słyszał coś o straight edge - Anioł) i z każdą chwilą coraz dziwniej się nam przyglądał.

        

          Tuż przed ślubem

Przychodzimy za miesiąc (wyznaczony termin uroczystości) w sile ... para młoda i dwóch świadków. Stroje mamy ładne: ja (Anioł) trampki, błękitne Levi'sy z materiału (z lumpeksu) i czarną koszulkę ze słoniem i hasłem " Kość słoniowa należy tylko do słoni", Agniecha jeansy i szarą koszulkę z tekstem "Noc Ziemi! Wstań z łóżka, wyjdź z domu i zrób coś dla Matki Ziemi ... nocą!". Drzwi do "Sali ślubów" nie mają klamki, ruszam więc na poszukiwania kogoś zorientowanego. W "Sali toastów" trafiam na urzędniczkę, która sprząta resztki szampana po poprzedniej parze i pytam, jak się można dostać do "Sali ślubów". Zostaję "zmierzony" od stóp do głów i słyszę: "A pan na ślub?". "Tak". "A czy są już państwo młodzi?" docieka podejrzliwa kobieta i znów słyszy twierdzącą odpowiedź. Za chwilę nas wpuszczają (klamka po tamtej stronie!), ale coś zerkają na korytarz, w końcu nie wytrzymują: "Czy to już wszyscy?". A przecież cztery osoby starczą do ślubu.

W środku pytają nas, czy przynieśliśmy obrączki. Potakujemy, ale głośno okazujemy rozczarowanie - gdybyśmy wiedzieli, że nie są obowiązkowe, nie przynosilibyśmy. Za chwilę na tackę wykładamy dwa srebrne pierścionki (każdy inny) Agnieszki, przy gorszących spojrzeniach pań urzędniczek.

        

          My i Margines

Następne pomieszczenie to już typowa sala ślubów i poznany wcześniej urzędnik, tym razem ze sporym łańcuchem na szyi.

        

          Anioł i pan kierownik USC

Szybko ocenia sytuację i stwierdza: "Ma być krótko?". Z uśmiechem kiwamy głowami, więc pan odstępuje od mowy o ważności PKS (podstawowej komórki społecznej, którą zaraz mamy stworzyć) i przystępujemy do rzeczy.

        

          Obrączkowanie

Trwałoby to moment, ale robiliśmy przerwy, by świadkowie mogli się wymieniać przy aparacie fotograficznym.

Gdy już jest po wszystkim, wychodzimy. Przy wyjściu z ratusza dwóch Cyganów z harmonią i gitarą czeka na pary młode, by coś zarobić. Na nas w ogóle nie zwracają uwagi - nie wyglądamy na nowożeńców. Później w domu posiłek wegetariański i pogaduchy ze świadkami, no i to koniec tego etapu. Następny jest za miesiąc w kościele (ateiści mogą sobie darować czytanie).

Ślub w kościele był podobny: te same stroje, doszli tylko rodzice i rodzeństwo, no i Margines wymiękł (wystraszył się wody święconej). Ksiądz w zakrystii na nasz widok otwiera szeroko oczy ze zdumienia. Podchodzę do kościelnego, ten liczy na kasę za wystawione dla nowożeńców klęczniki, ale ja pytam tylko, po której stronie ustawia się pan młody. Kościelny odpowiada i pokręciwszy się chwilę wychodzi. Wtedy pojawia się organistka i nagabuje, czy chcemy mszę z organami (ona też liczy na jakiś grosz). I ona odchodzi z kwitkiem. Podczas mszy ministranci nie wytrzymują i co chwila parskają śmiechem - chyba pierwszy raz są na ślubie takich dziwolągów. Ksiądz też się męczy, jąka, pot na twarzy, te sprawy ... Chyba jemu najbardziej zależało na szybkim końcu, bo wszystkie pieśni musiał śpiewać sam.

Gdy ktoś nas pyta, czy warto było, zawsze odpowiadamy, że tak. Nie, żebyśmy chcieli być oryginalni czy coś takiego. Po prostu nie znosimy garniturów itp., konwenansów, tradycji ... a urządziliśmy nasz ślub, jak my chcieliśmy. Kiedyś, na ślubie mojej siostry, ktoś z rodziny spytał, dlaczego tak nieelegancko się ubraliśmy. "A dlaczego mamy lepiej (?) wyglądać niż na własnym ślubie?" odpowiedzieliśmy. Ale te problemy pewnie nie dotyczą wielu anarchistów/anarchistek, którzy wolą żyć na kocią łapę.

Anioł & Agnieszka

Copyright © Mój EDEN 2010. Design by http://www.gnext.vze.com